Mostowe "tunele"
: poniedziałek, 26 lis 2012, 17:08
A gdzie to?


Wyjście ewakuacyjne



Wyjście ewakuacyjne

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego. W prosty sposób można wesprzeć naszą działalność przekazując 1,5% przy rocznym rozliczeniu PIT
https://forum.bsmz.org/








Most żebetowy:przemope pisze:Ciekawą historię dotyczącą most kolejowego nad Brdą na Okolu opowiedział mi ojciec mojego kolegi. Podczas wyzwalania Bydgoszczy przez Armię Czerwoną miał kilkanaście lat. Most był zaminowany i pilnie strzeżony przez jednostki niemieckie. Prawdopodobnie grupa czerwonoarmiejców przebrana w mundury Wehrmachtu i władając płynnie językiem niemieckim opanowała most i nie dopuściła do jego wysadzenia. Po tym zdarzeniu radzieckie czołgi lub pojazdy pancerne przedarły się mostem w kierunku ul. Rycerskiej. Na końcu tejże ulicy w pobliżu spedycji towarowej znajdowało się gniazdo niemieckiej obrony (kilka domów z pruskiego muru, obecnie stoi tylko jeden). Tak wspomina ten dzień: ...mieszkaliśmy niedaleko ul. Rycerskiej. Na dworze dało się słyszeć odgłosy strzelaniny. Matka zabroniła mi opuszczać mieszkanie ale moja ciekawość była silniejsza. Na dworze było zimno i sypał drobny śnieg. Biegłem w pobliżu ul. Rycerskiej. W pewnym momencie gwałtownie rzuciłem się na chodnik, a seria z karabinu przeleciała nad moją głową. Tuż obok chałupy z pruskiego muru było stanowisko hajotów z Okola. Znałem ich z widzenia. Często popisywali się swoją hitlerowską butą plując na ludzi o których wiedzieli, że są Polakami. Z tego co pamiętam obsługiwali jakąś armatę i mięli z sobą też mausery oraz panzerfausty. Z kolei w oknach chałup z pruskie muru widać było skulone postacie żołnierzy gotowych do strzału. Ludzie mówili, że siedzą tam „trupie główki” (prawdopodobnie Łotysze z SS Lettland). W pewnym momencie wywiązała się gwałtowna strzelanina. Natychmiast schroniłem się w bramie. Po kilkunastu minutach dało się zauważyć podniesione do góry ręce hajotów i wychodzących z rękoma na karku Łotyszy. Rosjanie grozili im pięściami, głośno krzyczeli, popychali i tłukli kolbami po głowach. Pewien człowiek powiedział żebym lepiej poszedł do domu. Niestety moja ciekawość była silniejsza i tak po godzinie znowu pojawiłem się przy ul. Rycerskiej. Drzwi od chałupy z pruskiego muru było szeroko otwarte. Postanowiłem wejść do środka. Na podłodze były ślady krwi. Ciekawy dalszych wrażeń wszedłem do piwnicy, gdzie natknąłem się na kilkanaście trupów prawdopodobnie rozstrzelanych Łotyszy. Wszyscy mięli rozerwane głowy. Dopiero po latach uświadomiłem sobie, że mogła być to robota NKWD. Co się dalej z nimi stało nie potrafię powiedzieć. Ludzie przez kilka następnych dni po wyzwoleniu unikali tego miejsca i o nic nie pytali.








