Re: " Krwawa Niedziela " w Bydgoszczy . 3 września 1939
: czwartek, 16 paź 2014, 21:24
Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego. W prosty sposób można wesprzeć naszą działalność przekazując 1,5% przy rocznym rozliczeniu PIT
https://forum.bsmz.org/
Hanna pisze:
"W krwawej niedzieli z naszego budynku nikt nie ucierpiał, "Dwór Szwajcarski " Niemca Bendta był jednym z głównych ośrodków niemieckiej rebelii w dniu 3 września i stamtąd padały pierwsze serie z karabinów maszynowych do cywilnej ludności polskiej będącej w drodze do lub z kościołów Świętej Trójcy i Serca Jezusa . Wysokie zabudowania mleczarni i piekarni nadawały się do urządzenia ostrzału w kierunku mostu Królowej Jadwigi jak i w kierunku ul.Grunwaldzkiej. Wypadki z tego dnia poznaliśmy z opowiadań sąsiedzkich , bo sami byliśmy wtedy 60 km od Bydgoszczy.O szczegółach wydarzeń w okolicy naszego domu tzn Jackowskiego . Garbar ,Śląskiej, Łokietka czy Grunwaldzkiej ludzie mówili raczej niechętnie , po prostu bali się. Mówiono tylko o strzelaninie , która wybuchła około godziny 12 między innymi z Dworu Szwajcarskiego , rebeliantów zlikwidowali dopiero póżnym popołudniem kolejarze z Kolejowego Przysposobienia Wojskowego . Z budynku mieszkalnego przy ul Jackowskiego 26 wyprowadzono właściciela "Dworu Szwajcarskiego" Niemca Bendta i kiedy go przesłuchiwano , a w samym budynku również przeprowadzano gruntowną rewizję , do Bendta podszedł jeden z synów państwa Szczypiorskich , chyba wtedy siedemnastolatek , i spoliczkował go. U Bendta w domu mieszkalnym niczego nie znaleziono , to znaczy ani broni ani dywersantów , a on sam oświadczyl ,że dywersanci którzy działali na terenie jego zakładu , działali bez jego wiedzy. Budynek mieszkaly był wygrodzony z terenu zakładu.Po zajęciu Bydgoszczy przez armię niemiecką w dniu 5 września , z budynków sąsiadujących z Dworem wypedzono wszystkich mężczyn ,ustawiono w szereg na ulicy a spoliczkowany Bendt dokonał przeglądu w poszukiwaniu sprawcy tego czynu. Młody Szczypiorski stał również w tym szeregu. Niemiec Bendt nie wskazał na niego jako sprawcę,. Jak potem stwierdzono, nie chciał go poznać.Dlaczego tak zrobił , niewiadomo. Świadkowie , łącznie ze Szczypiorskim , twierdzili ,że zrobił to świadomie .A wskazanie na niego znaczyłoby śmierć."Pozdr.Hanka
Rozpaczaj zatem. Piszesz o moim "autorytecie" na jakiej podstawie ? Własnych uprzedzeń ? Piszę i będę pisał, bo taka jest, jak widać potrzeba, a swój autorytet mam za nic.Hrab pisze: Śmieszne lub żałosne jest jednak przypisywanie temu chwilowemu incydentowi sprawstwa paniki i represji na "niewinnych" Niemcach w mieście. Szczególnie należy jednak rozpaczać nad naukowym interpretowaniem tego i innych faktów przez pewnego profesora, bo Twój "autorytet" i opinie mają tu znaczenie znikome.
Hanna pisze:
Czy to wszystko pasuje czy nie pasuje do .... - chyba nie w tym rzecz .
Po prostu relacja osoby związanej z Bydgoszczą w tych tragicznych dniach września 39
Podzieliłam się nią z Wami.
pozdrawiam
Hanka
Zasłyszane oświadczenie Bendta należy chyba uznać za czyjś wymysł w świetle przytoczonych przez p. Setha zeznań i wniosku:Hanna pisze:U Bendta w domu mieszkalnym niczego nie znaleziono, to znaczy ani broni ani dywersantów, a on sam oświadczył, że dywersanci którzy działali na terenie jego zakładu, działali bez jego wiedzy.
Wracając do Be(r)ndta - w przytoczonej relacji Fritza Hellera pojawia się nazwisko Berndt i choć ani w samej relacji, ani w książce nie ma żadnego sprostowania, to zastanawiam się, czy można uznać, że chodziło jednak o Günthera Bendta, właściciela mleczarni?seth pisze:Z Dworu Szwajcarskiego nikt nie strzelał.
4 września 1939 r. o godz. 5.00 powiedziano mi, że atmosfera się oczyściła i mogę iść do domu. Po drodze do domu zatrzymano mnie i doprowadzono do komendantury. Tam powiedziano żołnierzom, że przynależymy do koszar przy dworcu kolejowym, i tam też nas doprowadzono. Znajdowało się tam już ok. 40-50 mężczyzn, wśród nich [...] właściciel mleczarni Günther Bendt [...]. Była 6.00 rano. Siedzieliśmy tam na ringu bokserskim cały dzień bez jedzenia i picia. Wieczorem 4 września nasza straż, która składała się tylko z cywilów, naradzała się, co z nami zrobić. Zapytałem, czy mogę wyjść, ale mi odmówiono. Narada miałą miejsce na zewnątrz przed drzwiami. Ten moment chciałem wykorzystać, aby schować się pod ringiem, tam znalazła mnie straż. Wezwali mnie do wyjścia, zagrozili, że inaczej będą strzelać. Krzyknąłem: "To strzelajcie", po czym huknęły strzały karabinowe. Trafiły mnie w prawe przedramię oraz prawe udo. Mogłem się jeszcze wyczołgać i położono mnie na pryczy obok Günthera Bendta.[...]
Wszyscy poza Güntherem Bendtem i mną inni musieli wyjść na zewnątrz i udać się na główny posterunek. Nas zostawiono bez nadzoru. 5 września o godz. 4.00 wyszliśmy z koszar.[...]
Wniosek jest mój i jako taki jest podważalny, ale skoro strzelano z Dworu to dlaczego domy dookoła nie noszą ślady kul ? I najważniejsze, gdyby relacje które powyżej są zamieszczone w jakiejkolwiek części odpowiadały prawdzie, Bendt nie przeżyłby.Drzewol pisze:
Zasłyszane oświadczenie Bendta należy chyba uznać za czyjś wymysł w świetle przytoczonych przez p. Setha zeznań i wniosku:
Kolega Markus trochę na wyrost formuje uwagi, które uwzględniłem w latach 70-tych. Wówczas to, mając do dyspozycji skromną literaturę polską, osobiście pofatygowałem się w każde z opisywanych miejsc, np. dawnych kościołów ewangelickich. Prawa fizyki oszukać się nie da, szczególnie jeżeli chodzi o prowadzenie ognia np. z wieży kościoła, czy kamienicy. Jeżeli niemiecki ostrzał skupiał się wyłącznie na ulicy, to rykoszetów uniknąć się nie dało. Nie mówiąc już o niecelnym ogniu, prowadzonym przez słabo wyszkolonych dywersantów. Takich śladów po prostu nie ma i nie było, szczególnie jeżeli chodzi o teren wokół dawnych ewangelickich zborów.Markus pisze:Chciałbym zwrócić uwagę koledze Sethowi że ślady po kulach na budynkach mogą być jedynie dowodami pośrednimi, bo:
- trudno dokładnie określić kiedy powstały
- mogły zostać zatynkowane w czasie okupacji albo zaraz po, co trudno z dzisiejszej perspektywy określić(myślę o wymianie np większych fragmentów tynku)
- Niemiecki ostrzał skupiał się zapewne na ulicach a nie na budynkach, a Polacy nie musieli strzelać do Niemców po oknach, jeśli mieli stosunkowo łatwy dostęp do wejścia do budynku, dzięki czemu mogli w środku złapać Niemców.