Wciągarka ręczna w Sopocie
Moderator: krajan
-
jaras
- BSMZ Bunkier
- Posty: 2978
- Rejestracja: środa, 4 sty 2012, 00:24
- Lokalizacja: BYDGOSZCZ-WYŻYNY
- Kontakt:
Wciągarka ręczna w Sopocie
Do czego służyło jak się nazywa i gdzie jest te urządzenie poza Bydgoszczą.
- Załączniki
-
- IMG_0137.JPG (145.26 KiB) Przejrzano 3534 razy
- Ewing
- Admin

- Posty: 6037
- Rejestracja: piątek, 26 gru 2008, 00:00
- Lokalizacja: Bydgoszcz-Fordon
- Kontakt:
Re: Urządzenie w lesie
Wygląda na wyciągarkę ręczną.
Może od jakiegoś promu?
Może od jakiegoś promu?
-
jaras
- BSMZ Bunkier
- Posty: 2978
- Rejestracja: środa, 4 sty 2012, 00:24
- Lokalizacja: BYDGOSZCZ-WYŻYNY
- Kontakt:
Re: Urządzenie w lesie
To się zgadza pozostaje do odgadnięcia lokalizacja i do czego służyło ?Ewing pisze:Wygląda na wyciągarkę ręczną.
-
jaras
- BSMZ Bunkier
- Posty: 2978
- Rejestracja: środa, 4 sty 2012, 00:24
- Lokalizacja: BYDGOSZCZ-WYŻYNY
- Kontakt:
- salamon
- brak
- Posty: 1078
- Rejestracja: niedziela, 5 kwie 2009, 00:00
- Kontakt:
-
jaras
- BSMZ Bunkier
- Posty: 2978
- Rejestracja: środa, 4 sty 2012, 00:24
- Lokalizacja: BYDGOSZCZ-WYŻYNY
- Kontakt:
Re: Urządzenie w lesie
I to jest prawidłowa odpowiedż
- Załączniki
-
- IMG_0134.JPG (151.76 KiB) Przejrzano 3198 razy
-
- IMG_0140.JPG (112.08 KiB) Przejrzano 3198 razy
- MWS
- brak
- Posty: 437
- Rejestracja: wtorek, 8 mar 2011, 01:02
- Kontakt:
Re: Urządzenie w lesie
….Największe wzloty w swej stuletniej historii Opera Leśna w Sopocie zawdzięczała bardziej politycznym kontekstom niż muzyce, która płynęła ze sceny.
Akustyka jest tam wyjątkowa. Słowik śpiewający tam z taką mocą musiałby być wielkości kury. To zasługa przyrody oraz Paula Walthera Schäffera,
wówczas 32-letniego kapelmistrza Teatru Miejskiego w Gdańsku (który był wtedy Danzigiem). Wczesną wiosną 1909 r. Schäffer przewędrował lasy między miastem
a Sopotem (Zoppot). Marzył mu się teatr pod gołym niebem, jakich wiele zgodnie z modą powstawało w Niemczech.
Tak odkrył leśną polanę w Dolinie Prątki, w Górnym Sopocie. Sam niewiele by zdziałał, gdyby nie burmistrz Max Woldmann, którego żona była śpiewaczką operową.
Ostatni swój urlop Woldmannowie spędzili w Pirenejach, gdzie w jednym z kurortów widzieli plenerową inscenizację opery „Zygfryd” Ryszarda Wagnera.
Burmistrz pojął, że leśny teatr może stać się atrakcją przyciągającą kuracjuszy. Zaryzykował. Zaciągnął kredyt w banku. Już pod koniec lipca 1909 r. obiekt był gotowy.
Rozpoczął działalność 11 sierpnia 1909 r. „Nocnym obozem w Granadzie”, operą Conradina Kreutzera.
Pogoda dopisała, publiczność również. Recenzje były entuzjastyczne. Miało być jedno przedstawienie, ale rozgłos sprawił, że organizatorzy dali jeszcze dwa spektakle.
Wpływy wystarczyły i na pokrycie kosztów, i na spłatę zaciągniętej pożyczki. ….
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości