Forum Bydgoskiego Stowarzyszenia Miłośników Zabytków "BUNKIER"

UWAGA: W przypadku problemów technicznych z forum lub problemów z rejestracją prosimy o kontakt pod adresem: forum@bsmz.org lub prosimy pisać w dziale "POMOC" (dział ten nie wymaga rejestracji).
Dzisiaj jest sobota, 16 sty 2021, 01:10

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 27 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Post: piątek, 22 sty 2010, 10:23 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 9 paź 2008, 23:00
Posty: 70
Cześć,
Jeśli ktoś dysponuje jakimikolwiek relacjami dotyczącymi wydarzeń z okolic stycznia 1945 w Bydgoszczy i okolicach, bardzo proszę o opisanie tych historii tutaj. Może wasze babcie, dziadkowie opowiadali Wam jakieś szczegóły, epizody, itp.

O uzupełnieniu waszych postów ciekawymi zdjęciami ze zbiorów prywatnych nawet nie marzę... :shock:

_________________
Pozdry,
::- mercur -::
http://www.baza44.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 27 sty 2010, 10:15 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: środa, 7 paź 2009, 08:57
Posty: 442
Pomorskie Muzeum Wojskowe ma w marcu 2010 wydać publikację na temat wyzwalania Bydgoszczy opartą na relacjach świadków. Również w marcu br dojdzie do otwarcia wystawy na temat walk na Pomorzu w 1945 r.
Ale to już pewnie wiesz...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: niedziela, 14 mar 2010, 19:43 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 11 lut 2010, 22:28
Posty: 130
Lokalizacja: Ostrometzko
Jakby kogoś interesowało to jestem w posiadaniu nagrania cyfrowego dźwięku naocznego świadka z tz. kotła toruńskiego -miejscowości Bruki i Płutowo oczywiście mogę także wskazać miejsca gdzie działy się owe wydarzenia.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 15 mar 2010, 18:01 
Offline
Gość

Rejestracja: poniedziałek, 18 sty 2010, 08:53
Posty: 9
moge nawet zaprezentowac "fanty" jakie wychodzily z tamtych rejonow


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: wtorek, 16 mar 2010, 15:07 
Offline
Gość

Rejestracja: sobota, 7 mar 2009, 00:00
Posty: 58
http://www.gzin.yoyo.pl/artykuly/Kociol ... 1945r.html


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 3 maja 2010, 06:43 
Offline
Gość

Rejestracja: piątek, 30 kwie 2010, 16:59
Posty: 1098
Wie ktos moze cos wiecej na ten temat?

Z ksiazki "Warszawska Pancerna: z dziejów 1 Warszawskiej Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, 1943-1946"

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: niedziela, 23 maja 2010, 19:46 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 11 lut 2010, 22:28
Posty: 130
Lokalizacja: Ostrometzko
Jestem w posiadaniu następnego nagrania świadka wydarzeń a z stycznia i lutego 1945r . Relacje z zestrzelenia niemieckiego samolotu szkoleniowego w okolicach Rafy , eksplozji rakiety V i nie tylko...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 16 cze 2010, 10:23 
Offline
Gość

Rejestracja: piątek, 30 kwie 2010, 16:59
Posty: 1098
Czytalem w jakiejs niemieckiej ksiazce ze ostatni pociag z uchodzcami niemieckimi wyjechal z dworca glownego 21.01 o godzinie 12...pociag ktory wyjechal o godzinie 14 zostal juz zatrzymany przez Sowjetow w Osowej Gorze.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 13 sie 2010, 20:01 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 11 lut 2010, 22:28
Posty: 130
Lokalizacja: Ostrometzko
Dziś szczęka opadła mi do kolan > okazało się, że mieszkam niedaleko pana (po 90-ce) który pływał na ORP Garland .


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 13 sie 2010, 20:05 
Offline
Gość

Rejestracja: niedziela, 1 sie 2010, 16:37
Posty: 51
Lokalizacja: Bydgoszcz
Etfi to nie pozostaje nic tylko mocny płyn wspogający (dla siebie) i jakaś dobra (słaba) nalewka dla pana X i wyprawa na pogawędkę. Sam ostatnio miałem ciekawą rozmowe z Babcia mojej żony na temat fabryki na osiedlu Leśnym.(bez wspomagaczy :) )


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 23 sie 2010, 07:34 
Offline
Gość

Rejestracja: sobota, 7 mar 2009, 00:00
Posty: 58
W Bydgoszczy na ul. Jasnej chyba 27 mieszkali Dziadek, Władysław Ostrowski z Babcią Wandą i ich najmłodsza córka, czyli moją ciocią, Halinką. Miałem wrócić do Gdyni po Sylwestrze, ale rozwój wypadków sprawił, że mieszkałem z Dziadkami aż do kwietnia 1945 r. Dziadkowie zajmowali mieszkanie dwupokojowe na I piętrze. Do tego mieszkania należał także trzeci pokój, ale jako że z korytarza było do niego oddzielne wejście, został on przez właścicieli domu wynajęty jakiejś pani. Pani ta wyprowadziła się zaraz po wkroczeniu Rosjan i pokój włączony został do mieszkania Dziadków. W mieszkaniu Dziadków nie było sanitariatów. Wszyscy mieszkańcy tego domu korzystali z tzw. „wygódek”, których ciąg znajdował się na podwórzu. Przed wojną był to prawie standard w przypadku robotniczych domostw. W klatce schodowej obok naszej mieszkał przedwojenny polski nauczyciel, który miał w domu mnóstwo pism polskich, m.in. całe roczniki „Świerszczyka”. Po raz pierwszy zetknąłem się z tym ciekawym pismem w języku polskim i chłonąłem je. Babcia zawsze była „przy mężu”, zaś Dziadek był listonoszem - emerytem, który dorabiał sobie jako stróż parkowy (czy dzisiaj tacy istnieją?).Halinka miała wówczas ok.25 lat i ciągle jeszcze była panną. Przed wojną była bardzo nowoczesną dziewczyną i jej hobby było spadochroniarstwo, ale wojna rozproszyła jej środowisko i była „przy rodzicach”. Dom, w którym mieszkali Dziadkowie stał przy końcu ulicy Jasnej, w pobliżu mostu kolejowego nad rzeką Brdą i gdy rozpoczęło się zdobywanie Bydgoszczy przez Rosjan, Dziadkowie obawiali się, że bliskość mostu może się wiązać z jakimś niebezpieczeństwem i przenieśli się do dalekich krewnych, do ich domu w pobliżu ul. Kujawskiej (dzisiaj ten dom już nie istnieje, przebiega nad nim wiadukt drogowy). Rosjanie zbliżali się, co widać było na niedalekiej ulicy Grudziądzkiej, która zawalona była taborami uciekinierów niemieckich ze wschodu. Tabory ich ciągnęły na zachód nieprzerwanie przez kilka dni i nocy. Kiedyś byłem świadkiem, jak Niemcy prowadzili grupę ok. 30- 40 kobiet z gwiazdami Dawida na piersiach i plecach. Niektóre z tych kobiet przechodząc koło nas bardzo płakały. Babcia powiedziała mi, że to Żydówki. Skąd je prowadzono – nie wiem. Pewne jest, że miały dużo szczęścia, że przeżyły! Spotkałem je ponownie już po wojnie i wówczas też po raz pierwszy w życiu spotkałem się z przejawami antysemityzmu wśród Polaków, głównie młodzieży. Otóż okazało się, że wobec Bydgoszczy Rosjanie zastosowali swoją ulubioną taktykę okrążania. Wkrótce mieli się o tym przekonać biedni uciekinierzy niemieccy i oddziały wojsk niemieckich, którzy natrafiwszy na zachód od Bydgoszczy Rosjan musieli wracać. Tak więc oprócz taborów uciekinierów i wojskowych prących na zachód, w Bydgoszczy znaleźli się także uciekinierzy i żołnierze którzy nie byli w stanie wydostać się z miasta. Zrobił się straszny galimatias. Tabory stały na ulicach. Pamiętam, jak kilkunastoletni syn ludzi, u których mieszkaliśmy, kiedyś przyniósł do domu wyładowany plecak żołnierza niemieckiego, który ukradł z niemieckiej ciężarówki wojskowej! Kiedyś, późnym wieczorem ludzi tych odwiedziła też jakaś ich znajoma Polka ze swoim ukochanym – żołnierzem niemieckim. Mieli zaraz uciekać na zachód na motocyklu tego żołnierza. Czy im się udało – nie wiem. Po 17 stycznia dotarła do Polaków w Bydgoszczy wieść, że zdobyta została przez Rosjan, a przede wszystkim przez towarzyszące Rosjanom wojska polskie – Warszawa, a już za kilka dni Rosjanie w szybkim marszu dotarli na przedpola Bydgoszczy! Wystarczy powiedzieć, że Bydgoszcz zdobyta została przez Rosjan, o ile pamiętam dnia 26 stycznia 1945 r, a więc niewiele ponad tydzień po zdobyciu Warszawy ! Gdy wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że Bydgoszcz znalazła się w kotle, nastąpiło w niej jakby uspokojenie, bezradność na zasadzie: niech się dzieje wola Nieba ! Od czasu do czasu przelatywały nad miastem dwupłatowe samoloty radzieckie, nazywane przez ludzi „kukuruźnikami”, a kiedyś kilkadziesiąt metrów od nas, nagle wybuchły jakieś pociski. Chodziły wieści, że to rakiety radzieckie, Katiusze. W przeddzień wyzwolenia lewobrzeżnej (w stosunku do Brdy) Bydgoszczy przed domem, w którym przebywaliśmy, ustawiony został z obsługą niemiecki ciężki karabin maszynowy skierowany w kierunku ul. Kujawskiej. Wszyscy mieszkańcy domu zeszli do piwnicy, bo czuliśmy, że to noc decydująca. Ja oczywiście udałem się tam z moim największym skarbem – z albumem zbieranych przeze mnie znaczków. Gdzieś koło północy ktoś zapukał do okna piwnicy (okno znajdowało się poniżej poziomu ulicy). Gdy mężczyźni zapytali, kto tam, dał się słyszeć stłumiony głos męski mówiący po polsku, prawie cytuję: „ Bracia Polacy, jestem Polakiem w niemieckim mundurze. Pomóżcie mi się przebrać w cywilne ubranie”. Dwóch panów wyszło, lecz wkrótce wróciło z niedobrą wieścią, że kiedy żołnierz ten przebierał się w mieszkaniu jednego z nich, do mieszkania weszło dwóch innych niemieckich żołnierzy i zabrali nieszczęśnika ze sobą. Rano przed domem leżały zwłoki żołnierza niemieckiego, ale podobno nie był to ten żołnierz, a jakiś niemiecki oficer, który na widok Rosjan strzelił
sobie w głowę. W tę noc tylko sporadycznie padały dalej lub bliżej strzały karabinowe.

Wyzwolenie

Rano, gdy już świtało (styczeń !) dał się słyszeć jakiś odległy, ale zbliżający się łoskot. Ludzie, stojący w domu na czatach zaczęli wołać, że to czołgi rosyjskie! Wybiegliśmy z piwnicy. Przed domem nie stał już karabin maszynowy, a zbliżały się do nas ulicą czołgi. Stanęły przed wiwatującymi ludźmi i wtedy po raz pierwszy zobaczyłem czołgi radzieckie i żołnierzy radzieckich towarzyszących czołgom, a także po raz pierwszy usłyszałem język rosyjski. Słychać było strzelaninę od strony centrum miasta. Później okazało się, że w pobliżu kościoła farnego, z wyspy na kanale Brdy, wojska radzieckie ostrzeliwał niemiecki ciężki karabin maszynowy. Na wyspę w ostry styczniowy mróz przepłynął żołnierz radziecki i zlikwidował obsługę tego karabinu maszynowego. Wiem to z tej przyczyny, że ten bohaterski, ociekający wodą żołnierz został przyprowadzony przez dwóch swoich kolegów akurat do domu, w którym przebywaliśmy, odległego od wyspy kilkaset metrów. Zażądali suchej odzieży. Gdy wprowadzono ich do pokoju, wyprosili właścicieli i zaczęli sami dobierać sobie odzież. Po ich wyjściu gospodarz zaczął narzekać, że m.in. zabrali najlepsze jego spodnie. Żołnierz narażał swoje życie i zdrowie, a tu wypominali mu jakieś spodnie! Ot, ludzka małostkowość! Zaraz po wyzwoleniu naszej dzielnicy rozpoczęło się wielkie plądrowanie! Ludzie rozkradali sklepy i poniemieckie mieszkania. I ja tam byłem (9-latek) i też w tym brałem udział, ale chyba za późno się zabrałem do udziału w grabieży, bo gdzie się znalazłem, tam już było pusto ! W domu krewnych (?) moich dziadków przebywaliśmy przynajmniej jeszcze jeden dzień i wtedy właśnie byłem świadkiem losu biednych Żydówek, które ocalały i zajęły pusty parterowy budynek niedaleko domu, gdzie przebywaliśmy. Otóż kobiety te traktowane były przez okolicznych polskich wyrostków jak zwierzęta: gówniarze wybijali im kamieniami resztki szyb w oknach, wyzywali je, robili kupy na schodach do domu i nikt z dorosłych nie stanął w ich obronie ! Nigdy tego pierwszego doświadczenia w zakresie antysemityzmu nie zapomnę. Nadszedł czas powrotu na ul. Jasną. Pamiętam, że wróciliśmy w sobotę. W mieszkaniu wszystko było po staremu. Następnego dnia – w niedzielę obudził nas głęboki dźwięk dzwonów kościelnych. Było to coś niezwykłego, bo w czasie okupacji nie wolno było używać dzwonów kościelnych. Zresztą większość z nich została przez Niemców zdjęta i przetopiona na cele zbrojeniowe .Dziadkowie zastanawiali się, skąd też te dzwony mogą dzwonić. Wyjrzeliśmy przez okno wychodzące na stronę Brdy z widokiem na lewostronną, jeszcze niewyzwoloną część Bydgoszczy. Ukazał nam się mrożący krew w żyłach widok: jak pochodnia, ze strzelającymi wysoko w niebo płomieniami palił się kilkupiętrowy dom na rogu ul. Dworcowej i Królowej Jadwigi! Potem chodziły słuchy, że właściciel domu, Niemiec, sam ten dom podpalił jednocześnie popełniając w jego piwnicy samobójstwo ! Wreszcie ogłoszono, że cała Bydgoszcz jest wolna i można było chodzić i patrzeć, jakie ślady pozostawiła w niej wojna. Przede wszystkim okazało się, że most kolejowy był na wszystkich filarach zaminowany, jakoś jednak do jego wysadzenia nie doszło. Po kilku dniach ładunki wybuchowe zostały usunięte. Przed wejściem na przejście dla pieszych na moście leżały zwłoki rosyjskiego żołnierza. Charakterystyczne było, że martwi żołnierze zawsze leżeli bez butów. Buty to w owych czasach było widocznie coś wartościowego. Po drugiej stronie Brdy, blisko mostu leżały zwłoki żołnierza niemieckiego z nienaturalnie podniesioną, zamarzniętą ręką. Ludzie przechodzący mostem komentowali , że „...jeszcze po śmierci robi heilhitler !”. Gdzieniegdzie leżały trupy końskie z dokładnie okrojonymi mięśniami! Sam widziałem, jak grupa ludzi wykrawała z martwego konia płaty mięsa. W kilka dni po wyzwoleniu, w nocy nagle rozpętała się straszna strzelanina z wszelkiego rodzaju ciężkiej broni. Polacy byli zupełnie zdezorientowani: kto strzela do kogo ? Pewnym jest, że m.in. strzelała bateria ciężkich dział radzieckich stojących za mostem kolejowym w rejonie cegielni. Polacy nazywali je „Andrejuszami” (do pary z „Katiuszami”?) Na niebie pełno było rozbłysków, dziadkowie zaczęli wiec przypuszczać, że to może jakiś niemiecki desant spadochronowy (?). Byli pełni obaw, co się stanie, jeśli Bydgoszcz znów opanują Niemcy, że mogą zrobić jatki z Polaków. Przecież na wszystkich domach od kilku dni wywieszone były polskie flagi! Wkrótce jednak strzelanina, tak jak nagle rozpoczęła się, tak też nagle skończyła się. Dopiero po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że z Prus Wschodnich, na północ od Bydgoszczy przebijała się na zachód niemiecka armia i że dla niej przeznaczona była ta nawała ogniowa ! Zaraz potem do Bydgoszczy przybyło polskie wojsko I Armii WP, w chwale wyzwolicieli Warszawy oraz dalsze jednostki radzieckie. Ludność Bydgoszczy szczególnie radośnie witała polskich żołnierzy. Ciocia Halinka zaraz zgłosiła się do obsługi kuchni żołnierskiej. Na podwórku naszego domu Rosjanie zaparkowali kilka samochodów sanitarnych. Jedna z sanitariuszek rosyjskich dostała zakwaterowanie w wolnym pokoju Babci mieszkania. Dzięki temu coś-niecoś przynosiła „do garnka”, a przy okazji można było sobie z nią wieczorem pokonwersować. Pamiętam te wieczorne z nią rozmowy, gdy strony uczyły się, a raczej porównywały swoje, przecież słowiańskie, a jednak tak różne języki. Zapamiętałem, jak Dziadkowie n.p. pytali, jak po rosyjsku jest „pociąg”? Rosjanka nie rozumiała. No, więc Dziadek zaczął naśladować odgłosy wydawane przez parowóz: „tszu-tszu, tszu-tszu...”,a na to Rosjanka :”eto puojezd !”. Po naszemu pojazd, ale u nas pojazd znaczyło coś innego. Itd.,itp. Wkrótce kolumna sanitarna ruszyła na zachód i wolny pokój przydzielono drużynie, chyba 7 bardzo prostych żołnierzy radzieckich. Babcia dostawała od nich wkład do garnka i miała obowiązek gotowania im posiłków. Nie wiem czy Babci było żal zastawy stołowej, czy też nie miała jej wystarczająco wiele (bo nas też było czworo), w każdym razie jedzenie podawała im w dużej wazie stołowej, którą stawiała na środku stołu, Rosjanie zaś, siedzący wokół stołu, sięgali do tej jednej misy swoimi łyżkami, które n.b. zwyczajowo trzymali za cholewkami swoich butów. Ja oczywiście szybko nawiązałem kontakt z naszymi nowymi lokatorami, starając się rozumieć ich język. Kiedyś pokazali mi jakąś niemiecką gazetę ze zdjęciem Hitlera. Jeden z Rosjan wyrwał zdjęcie Hitlera i mówiąc : ”Gitler kaput” imitował podcieranie sobie tym zdjęciem tyłka. Wkrótce Drużyna ruszyła dalej przed siebie i na pożegnanie na tapczanie zostawiła granat (tzw. zaczepny – w kształcie metalowego jajka).W domu zapanował popłoch. Babcia kazała mi znaleźć i przyprowadzić jakiegoś polskiego żołnierza, żeby ten granat zabrał. Tak też zrobiłem, a żołnierz był bardzo zadowolony z tego nabytku. Nadszedł dzień, gdy ogłoszono jak – nie wiem?), że na ul. Gdańskiej nastąpi defilada polskiego wojska udającego się na front (potem dowiedzieliśmy się, że na Wał Pomorski).Udaliśmy się tam oczywiście i w ten sposób byłem świadkiem chyba drugiej, po słynnej warszawskiej, defilady I.Armii WP .Ulica obstawiona była przez tłumy, grała orkiestra, ludzie wiwatowali, wojsko maszerowało.....Nikt nie wiedział, jaki czeka tych żołnierzy los i ilu z nich wróci do swoich rodzin, bo do Berlina droga była daleka ! Sytuacja zaczęła się w mieście normalizować. Powstała polska administracja, milicja. Przestały po mieszkaniach chodzić grupki uzbrojonych rosyjskich żołnierzy rzekomo szukających Niemców, a wszyscy już wiedzieli, że szukają „dziewuszek”. Gdy wieczorem ktoś pukał, ciocia Halinka chowała się w szafie w drugim pokoju. Rosjanie zdobyli sobie „sławę” gwałcicieli, którzy nie przepuszczali żadnej kobiecie, a tym bardziej młodej ! Wiele na ten temat dowiedziałem się w poźniejszych czasach tak od Polaków, jak i Niemców. W Polsce jeszcze jako tako ich hamowano, ale gdy przekroczyli przedwojenną niemiecką granicę, na której stały tablice z napisem „Wot proklataja Germania” (oto przeklęte Niemcy) mieli już pełną swobodę, z której korzystali bez umiaru. Podobno działy się tam straszne rzeczy! Gdy potem w latach 60-70tych jeździłem do NRD, nieraz sobie myślałem, że większość spotykanych przeze mnie młodych Niemców ma bardzo wymieszaną krew! N.b. w czasie mojego pobytu w Wietnamie w MKNiK, jeden z polskich oficerów, na rzecz, których byłem tłumaczem, wspominał swój szlak bojowy do Berlina. Potwierdził, że Rosjanie byli strasznymi gwałcicielami, ale podobno od dawna pozbawione mężczyzn Niemki, wcale nie były takie „trudne”. Polscy oficerowie nie musieli gwałcić. W czasie dłuższego postoju w jakiejś niemieckiej miejscowości, przeważnie mieli niemieckie kobiety bez potrzeby gwałcenia ich.
Wkrótce na błoniach po drugiej stronie Brdy zaczęto budować obóz dla Niemców i zniemczonych Polaków (Volksdeutsch—w). Wybudowano kilka baraków i otoczono je ogrodzeniem z drutu kolczastego. Mieszkańcy tego obozu mieli na piersi i na plecach okrągłe naszywki ze swastyką. Wykorzystywano ich np. do odgruzowywania miasta. Pamiętam, że gdy kiedyś znalazłem się koło tego obozu, na zewnątrz jego ogrodzenia było mnóstwo ludzi – krewnych i znajomych uwięzionych w nim osób – przekrzykujących się poprzez ogrodzenie. Wojsko polskie poszło na front, w mieście było mnóstwo wojska radzieckiego służb tyłowych. Gdy chodzili zwartymi pododdziałami, śpiewali rosyjskie piosenki, charakteryzujące się nieskończenie powtarzającym się krótkim motywem melodycznym. Okropieństwo! Do dzisiaj pamiętam jedną taką melodię! Kiedyś ogłoszono (nie wiem jak, bo nie istniały żadne środki masowego przekazu), że w teatrze na ul. Gdańskiej nastąpi występ zespołu artystycznego I.Armii WP. Nie mogło nas tam zabraknąć i okazało się też, że była to dla Polaków wielka uczta. Śpiewano stare i nieznane nam jeszcze polskie pieśni narodowe, wojskowe, także rosyjskie. Pamiętam nazwisko jednej z wykonawczyń: Ola Obarska (!), która później w Polsce Ludowej chyba już nie występowała. Od owego czasu pamiętam także część rosyjskich słów śpiewanej przez nią piosenki pochodzącej chyba z przedwojennej radzieckiej komedii „Świat się śmieje”, „Sierdce”: Sierdce...?... , sierdce, kak charaszo na swietie żiť, sierdce...?..,spasiba sierdce, no nie wozmożno tak lubiť. Byliśmy wniebowzięci i naładowani patriotyzmem. Bez szemrania wracaliśmy potem kawał drogi do domu ciemnymi ulicami. Dziadek prowadził dość aktywne życie społeczne. Uczestniczył w r—żnych wiecach, przynosił do domu różne drukowane biuletyny, bo regularnie wychodzących gazet jeszcze nie było. Radio było w owych czasach rzadkością, tak więc dzięki Dziadkowi wiedzieliśmy, co się w świecie dzieje. Kiedyś zjawił się u Dziadków z prośbą o kilka dni noclegu wracający z robót w Niemczech młody człowiek o nazwisku Kreft, podobno pochodzący z Gdyni – chyba z Grabówka. Dziadkowie przygarnęli go i tego nie żałowali. Był świetnie zaopatrzony w różne wiktuały, m.in. w dwie duże gotowane szynki wieprzowe! Była to pierwsza szynka, jaką chyba kiedykolwiek jadłem. A jak mnie i nam wszystkim smakowała! Był człowiekiem bardzo obrotnym i zdobył sympatię wszystkich z nas, ale po kilku dniach odjechał. Kilka tygodni po wyzwoleniu, gdy kładliśmy się już spać, Dziadek klęczał przed łóżkiem i cicho się modlił. Nagle zaczął jęczeć. Gdy Babcia podeszła do niego wił się już z bólu, gdy pytała go, co go boli, już nie kontaktował. Rzucił się na łóżko i nadal strasznie jęczał, a po chwili jęk przeszedł w charczenie i.....Dziadek wyzionął ducha! Wszystko to działo się na moich oczach! Natychmiast wezwany lekarz stwierdził tylko zgon i jako przyczynę podał ostry wylew krwi do mózgu, czyli tzw. apopleksję. Pochowany został na cmentarzu blisko Kościoła Św. Trójcy. W kilka tygodni po zakończeniu wojny wrócił do Bydgoszczy z większym towarzystwem syn Dziadków i brat mojej Mamy, Jerzy, „grafoman” , o którym wspominam na wstępie moich wspomnień. Zabrany był przez Niemców na roboty i pracował gdzieś nad morzem, chyba w rejonie Kołobrzegu. Opowiadał, że pobocza dróg były zawalone opuszczonymi niemieckimi taborami, że można było brać, co dusza zapragnie , że walały się niemieckie pieniądze, ale nie zbierali ich, bo przecież po wojnie będą bezwartościowe, bo wydane zostaną polskie pieniądze !
Naiwni, nie pomyśleli, że nastąpi wymiana pieniędzy! Wujek wniósł nowe życie do domu Dziadków, a ja także wiele Mu zawdzięczam. Dużo chodziliśmy po mieście i poza miasto.M.in. „Odzyskiwaliśmy” cenny węgiel z tandemów pozostawionych przez Niemców na bocznych torach uszkodzonych lokomotyw. Wujek był też bardzo oczytany i był wspaniałym gawędziarzem. Np. opowiedział mi różne historie związane z Bydgoszczą, a przede wszystkim – szczegółowo całą trylogię Sienkiewiczowską! A jak się przy tym wczuwał w sytuacje bohaterów trylogii! Zanim ją potem sam przeczytałem, dzięki Wujkowi już ją dobrze znałem. W wolnej Bydgoszczy Nadchodziła wiosna. Wiedzieliśmy już, że wyzwolone zostało Trójmiasto, ale ciągle nie było łączności, zaś pociągi chodziły tylko dla potrzeb wojskowych. Powoli jednak nastawały normalne czasy: Wujek poszedł do pracy na poczcie, ciocia Halinka – w zarządzie miasta , w Wydziale Propagandy. Gdzieś w kwietniu 1945 r rozgłoszono, że zaczynają działać polskie szkoły. .Ja oczywiście natychmiast zgłosiłem się do najbliższej szkoły przy ul. Grunwaldzkiej, gdzie przyjęto mnie od razu do 3-ciej klasy, ale moja edukacja nie trwała tam długo, bo w połowie maja Ojciec zabrał mnie do Gdyni.
Zaczęli nas, tzn. Dziadków, odwiedzać różni znajomi Halinki i Wujka Jerzego. M.in. syn znajomych Dziadków, pp. Rościszewskich, chyba mu Zygmunt było. Wyraźnie „smalił” do Halinki „cholewki”. Cieszył się wyraźnym poparciem Dziadków jako potomek tzw. dobrej rodziny, ciocia zaś była w wieku wyraźnie skłaniającym do zamążpójścia. Wyprzedzając fakty – chyba po roku doszło do zawarcia związku małżeńskiego. Młodzi wyprowadzili się do własnego mieszkania w Bydgoszczy, które wyposażone zostało w meble przez Babcię, ale żyli ze sobą niedługo, bezdzietnie i chyba nieszczęśliwie. Ciocia wkrótce dostała ostrej anemii i doszło do tragedii, gdyż kiedyś, w czasie pobytu w Gdańsku, czekając na peronie na pociąg, tuż przed nadjeżdżającym pociągiem zemdlała na peronie i wpadła pod ten pociąg ze skutkiem śmiertelnym. Istnieje też teoria, że ciocia popełniła samobójstwo! Była to straszna tragedia dla całej rodziny Ostrowskich. Dla mnie w jakimś sensie też, bo pamiętałem Halinkę jako ładną, pełną życia młodą kobietkę, podczas gdy na zdjęciach z okresu jej małżeństwa jest to bardzo poważna i smutna dama. Ponownie wyprzedzając fakty: w pracy na poczcie Wujek Jerzy poznał śliczną, delikatną pracownicę poczty, pannę Czesię, pochodzącą spod Krakowa. Zakochali się w sobie i chyba w rok po wojnie pobrali się. I ja na ich weselu byłem, wprawdzie miodu i wina nie piłem, ale z Włodkiem siedzieliśmy pod weselnym stołem! Przeżyli ze sobą wiele lat mieszkając w mieszkaniu po Dziadkach ( bo Babcię wzięła do siebie moja Mama). Wujek w międzyczasie zmarł, ale ciocia Czesia nadal żyje i mając dzisiaj (2006 r.) 81 lat mieszka u swojej córki w Bydgoszczy, a Jej głos w telefonie wskazuje, że jest w wyśmienitej formie, czego Jej serdecznie życzę.



Powyższy tekst: Jan Moloch - Pamiętnik (fragmenty dotyczące Bydgoszczy)



Ciekawą historię dotyczącą most kolejowego nad Brdą na Okolu opowiedział mi ojciec mojego kolegi. Podczas wyzwalania Bydgoszczy przez Armię Czerwoną miał kilkanaście lat. Most był zaminowany i pilnie strzeżony przez jednostki niemieckie. Prawdopodobie grupa czerwonoarmiejców przebrana w mundury wehrmachtu i władając płynnie językiem niemieckim opanowała most i nie dopuściła do jego wysadzenia. Po tym zdarzeniu radzieckie czołgi lub pojadzy pancerne przedarły się mostem w kierunku ul. Rycerskiej. Na końcu tejże ulicy w pobliżu spedycji towarowej znajdowało się gniazdo niemieckiej obrony (kilka domów z pruskiego muru, obecnie stoi tylko jeden). Tak wspomina ten dzień: ...mieszkaliśmy niedaleko ul. Rycerskiej. Na dworze dało się słyszeć odgłosy strzelaniny. Matka zabroniła mi opuszczać mieszkanie ale moja ciekawość była silniejsza. Na dworze było zimno i sypał drobny śnieg. Biegłem w pobliżu ul. Rycerskiej. W pewnym momencie gwałtownie rzuciłem się na chodnik, a seria z karabinu przeleciała nad moją głową. Tuż obok chałupy z pruskiego muru było stanowisko hajotów z Okola. Znałem ich z widzenia. Często popisywali się swoją hitlerowską butą plując na ludzi o których wiedzieli, że są Polakami. Z tego co pamiętam obsługiwali jakąś armatę i mięli z sobą też mausery oraz panzerfausty. Z kolei w oknach chałup z pruskie muru widać było skulone postacie żołnierzy gotowych do strzału. Ludzie mówili, że siedzą tam „trupie główki” (prawdopodobnie Łotysze z SS Lettland). W pewnym momencie wywiązała się gwałtowna strzelanina. Natychmiast schroniłem się w bramie. Po kilkunastu minutach dało się zauważyć podniesione do góry ręce hajotów i wychodzących z rękoma na karku Łotyszy. Rosjanie grozili im pięściami, głośno krzyczeli, popychali i tłukli kolbami po głowach. Pewien człowiek powiedział żebym lepiej poszedł do domu. Niestety moja ciekawość była silniejsza i tak po godzinie znowu pojawiłem się przy ul. Rycerskiej. Drzwi od chałupy z pruskiego muru było szeroko otwarte. Postanowiłem wejść do środka. Na podłodze były ślady krwi. Ciekawy dalszych wrażeń wszedłem do piwnicy, gdzie natknąłem się na kilkanaście trupów prawdopodobnie rozstrzelanych Łotyszy. Wszyscy mięli rozerwane głowy. Dopiero po latach uświadomiłem sobie, że mogła być to robota NKWD. Co się dalej z nimi stało nie potrafię powiedzieć. Ludzie przez kilka następnych dni po wyzwoleniu unikali tego miejsca i o nic nie pytali.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 7 sty 2011, 17:20 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 11 lut 2010, 22:28
Posty: 130
Lokalizacja: Ostrometzko
Czy ma ktoś może informacje o odbudowie dywizji 15. Waffen-Grenadier-Division der SS (głównie chodzi o miejsce powstania od 1944 )
http://www.dws-xip.pl/reich/waffen/15dgren.html
w w/w link-u podane jest iż Dywizja powstawała na terenie poligonu Westpreussen (okolice Chojnic). Wydaje się, że było to znacznie bliżej w stronę Nakła a z pewnością za miastem Więcbork w kierunku południowym .


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 7 sty 2011, 19:02 
Offline
Gość

Rejestracja: piątek, 30 kwie 2010, 16:59
Posty: 1098
Niemieckie zrodla podaja tez SS-Truppenübungsplatz Westpreußen. http://www.lexikon-der-wehrmacht.de/Gli ... 15GDSS.htm
http://de.wikipedia.org/wiki/SS-Truppen ... eu%C3%9Fen


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: wtorek, 5 lis 2013, 20:42 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 11 lut 2010, 22:28
Posty: 130
Lokalizacja: Ostrometzko
Toruń, może 1945


Załączniki:
torun zima.jpg
torun zima.jpg [ 31.86 KiB | Przeglądany 4658 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: wtorek, 5 lis 2013, 21:34 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 11 lut 2010, 22:28
Posty: 130
Lokalizacja: Ostrometzko
jw.


Załączniki:
torun 1.jpg
torun 1.jpg [ 24.24 KiB | Przeglądany 4648 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 6 lis 2013, 19:20 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: środa, 12 sie 2009, 19:53
Posty: 2097
Raczej zima 1939/40.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 6 lis 2013, 19:31 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: piątek, 26 gru 2008, 00:00
Posty: 5517
Lokalizacja: Bydgoszcz-Fordon
seth pisze:
Raczej zima 1939/40.

Dokładnie - widać zniszczony most, a na ostatnim zdjęciu most w czasie odbudowy.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 17 lis 2014, 19:26 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 29 gru 2011, 20:51
Posty: 6349
'Klikam' ciekawe zdjęcia. Czasami upoluję więcej i dopiero po czasie przeglądam 'zbiory'. To zdjęcie poniżej prawdopodobnie pokazuje styczeń 1945 i T 34 w naszym mieście. Znalazłem je, chyba na Wspominaj Bydgoszcz.


Załączniki:
T34.JPG
T34.JPG [ 33.65 KiB | Przeglądany 3630 razy ]
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 17 lis 2014, 21:41 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: piątek, 26 gru 2008, 00:00
Posty: 5517
Lokalizacja: Bydgoszcz-Fordon
Nie jest to czasem fotka z Grudziądza?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: wtorek, 18 lis 2014, 13:20 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: poniedziałek, 25 mar 2013, 11:56
Posty: 531
Lokalizacja: Wtelno / Czyżkówko / Bartodzieje
MWL lokalizuje tego T-34/76 w Bydgoszczu :). Niestety, nie da się odczytać nazw z tabliczek ulicowych.
W Grudziądzu raczej naszych pancerniaków nie było.
Numer taktyczny 228. O tym czołgu fajny artykuł:
http://sedina.pl/wordpress/index.php/20 ... gu-rudy-3/

_________________
pozdrawiam znad kaszty

http://zecernia.com/html
...bo gdzie tylko dwóch się bije, tam zawsze Polak trzeci chętnie łba nadstawi


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 27 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
       
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group