Forum Bydgoskiego Stowarzyszenia Miłośników Zabytków "BUNKIER"

UWAGA: W przypadku problemów technicznych z forum lub problemów z rejestracją prosimy o kontakt pod adresem: forum@bsmz.org lub prosimy pisać w dziale "POMOC" (dział ten nie wymaga rejestracji).
Dzisiaj jest czwartek, 22 sie 2019, 00:22

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 32 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Post: wtorek, 14 cze 2011, 21:06 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 3 lut 2011, 22:03
Posty: 38
Lokalizacja: Bydgoszcz
Mam w domu ciekawą pamiątkę po pradziadku... dla mnie cenną, bo sam ją ponoć wykonał. Jest to zdobiona w kwiatki skrzyneczka, nie mam pojęcia z czego zrobiona – ale wiem, że wykonana w roku 1944 przez dziadka, który „pracował dla Niemców”. Ową skrzyneczkę przysłał (?) mojej prababce w prezencie – wewnątrz umieścił na niej inicjały swoje i inicjały prababci. O pradziadku wiemy niewiele.. praktycznie tylko tyle, że był ceniony przez Niemców za zdolności plastyczne i pracował dla nich – na jakich warunkach.. nie wiemy. Dzisiaj jednak pojawiła się iskierka nadziei, że może się dowiemy. Odkryłam bowiem, że na spodzie skrzyneczki na jej zamknięciu – jest napis. Długo nie mogłam go odczytać – bo wygrawerowano go dość niewyraźnie i widać go jedynie w połowie.. ale odczytałam. Napisane tam jest: „Christianstadt”.

Oczywiście nie wiedziałam, co to takiego. :oops: W sieci znalazłam informacje, że była to bliźniacza fabryka D.A.G w Krzystkowicach.

Czyli... mój dziadek nie był w żaden sposób przyjazny Niemcom (tak zwykło się u nas mawiać) – a jedynie zmuszony do pracy dla nich.. - tak właśnie pomyślałam w pierwszej chwili. Bo skoro czytam, że przewożono tam „więźniów” wagonami i umieszczano w barakach, zmuszano do pracy.. to czym miałby się różnić mój pradziadek? Co by robił daleko od rodzinnej Bydgoszczy? Jego również najwidoczniej zmuszano do tej pracy. Ale czy to możliwe, żeby wywozić kogoś do filii D.A.G i zmuszać tam do uprawiania sztuki? Takich przedmiotów jak ta skrzyneczka było więcej. Mamy też na stanie biżuterię, bransoletki... z opowiadań wiemy, że Niemcy nie tylko cenili go za sztukę ale się z nim skumali, płacąc mu za jej uprawianie.

Chciałabym się dowiedzieć, kogo, dlaczego wywożono do Christianstadt... czy istnieją jakieś listy przymusowych „pracowników”? Albo wspomnienia? Czy poza przymusową pracą na budowie czy produkcji, były też inne formy pracy przymusowej w tym miejscu? Czy to możliwe, że osoby uzdolnione plastycznie były tam przetrzymywane po to, by np. wykonywać takie cudeńka jak płaskorzeźba na froncie budynku dyrekcji?

http://www.mmbydgoszcz.pl/302440/2010/6 ... egory=news


Załączniki:
Komentarz: Wnętrze skrzynki: inicjały i data (11.1944r.). Z czego wykonane? :)
20060101532.jpg
20060101532.jpg [ 43.34 KiB | Przeglądany 9646 razy ]

_________________
„Nie ma berlinek nad Brdą, nie ma cum i nic nie kusi (...) Nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne.” (Most Królowej Jadwigi)"
Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 15 cze 2011, 07:43 
Offline
Gość

Rejestracja: środa, 11 maja 2011, 13:40
Posty: 45
Lokalizacja: Bydgoszcz
Więc jakaś nadzieja jeszcze jest...

"Skąpe są też materiały drukowane dotyczące pracujących w fabryce ludzi. Przetrwały stalowe, cynkowane płytki, na których wytłaczano dane personalne pracowników niemieckich i więźniów różnych narodowości. Stanowią one dobry materiał do analiz osobowych."

Źródło: Portal Ziemia Lubuska

-- środa, 15 cze 2011, 09:20 --

No to nic dziwnego że nie możesz znaleźć żadnych papierów...

"Tomasz Marciniak nie ma dzisiaj żadnego dokumentu zaświadczającego, że pracował w zakładach DAG-Fabrik Christianstadt. Otrzymał tylko z Gostynia zaświadczenie, iż w 1940 r. został zabrany przez Niemców na roboty przymusowe. Wszyscy znani mu towarzysze wojennej niedoli, pracujący w zakładach DAG w Krzystkowicach, już poumierali.
- Dostałem od Niemców kartę ze zdjęciem, którą pokazywałem wychodząc z lagru do roboty i kiedy wracałem. Sprawdzali na bramie za każdym razem. W marcu 1945 r., kiedy do Nowogrodu podeszły wojska rosyjskie, próbowali nas ewakuować do Gubina. Ale najpierw zabrali wszystkim dokumenty."

Źródło: www.nowogrodbobrz.eisp.pl


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 15 cze 2011, 09:53 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 9 paź 2008, 23:00
Posty: 5179
Lokalizacja: Bydgoszcz
Izabela K. pisze:
Czyli... mój dziadek nie był w żaden sposób przyjazny Niemcom (tak zwykło się u nas mawiać) – a jedynie zmuszony do pracy dla nich.. - tak właśnie pomyślałam w pierwszej chwili. Bo skoro czytam, że przewożono tam „więźniów” wagonami i umieszczano w barakach, zmuszano do pracy.. to czym miałby się różnić mój pradziadek? Co by robił daleko od rodzinnej Bydgoszczy? Jego również najwidoczniej zmuszano do tej pracy. Ale czy to możliwe, żeby wywozić kogoś do filii D.A.G i zmuszać tam do uprawiania sztuki?

Prawdopodobnie jest to tak zwana „sztuka obozowa”, wykonywana w wolnych chwilach od pracy przymusowej w D.A.G Christianstadt. Znane są przypadki „wymiany” pracowników między fabrykami w Bydgoszczy i Krzystkowicach. W swoim archiwum posiadam listy płac za godziny nadliczbowe firmy Jatzlau, Liegnitz-Kröner&Co. Breslau w sumie 59 nazwisk. Niestety pismo ręczne trudne do odczytania. Jedna z takich list(jako pierwsza) przewija się w tym filmiku:
http://www.youtube.com/watch?v=OQBQG2xQcME


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 15 cze 2011, 22:53 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 3 lut 2011, 22:03
Posty: 38
Lokalizacja: Bydgoszcz
Cytuj:
Przetrwały stalowe, cynkowane płytki, na których wytłaczano dane personalne pracowników niemieckich i więźniów różnych narodowości.


Te płytki są dostępne tam na miejscu (jako atrakcja dla ewentualnych turystów) czy są przechowywane w jakimś muzeum? Mam już w planach podróż do tego miejsca... w tej chwili bycie tam i oglądanie chociażby szczątków tej fabryki to moje największe marzenie. . :)

Cytuj:
Prawdopodobnie jest to tak zwana „sztuka obozowa”


Z barwnych opowiadań nieżyjącej już babki wiemy, że pradziadek był tak zwaną "złotą rączką" Niemców - i będąc w tym miejscu, pracował tam w pełnej ugodzie.. tak jakby z własnej, nieprzymuszonej woli - Miał wykonywać wszelkiego rodzaju prace "plastyczne", ozdoby, ozdóbki.. nigdy nie mówiło się o innym charakterze jego pracy tam. Może to dlatego, że babka szczyciła się że jest "Volksdeutschem" , może to tak ładniej jej brzmiało aniżeli powiedzieć, że siłą chłopa do roboty gnali.. a może było i tak i tak - wszak nie każdy przymusowy pracownik (co przyznać niestety trzeba) pracował tam z niechęcią... no ale tego już się nie dowiem.

Cytuj:
(...) posiadam listy płac za godziny nadliczbowe (...) w sumie 59 nazwisk.


Wiem, że to naiwne i głupie - bo czymże jest 59 nazwisk, no i cóż mi po tym.. ale może jest wśród nich jakiś "Alojzy W."? Na youtubie nie idzie rozczytać... swoją drogą.. oglądając ten filmik miałam ciarki... te wszystkie betonowe konstrukcje, silosy, bunkry i baraki.. mając w pamięci opisy wspomnień niektórych "pracowników" i myśląc o pradziadku - o niczym innym nie myślę jak zobaczyć to na żywo. .

_________________
„Nie ma berlinek nad Brdą, nie ma cum i nic nie kusi (...) Nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne.” (Most Królowej Jadwigi)"


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: czwartek, 16 cze 2011, 09:27 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 9 paź 2008, 23:00
Posty: 5179
Lokalizacja: Bydgoszcz
W Krzystkowicach nie ma muzeum, zwiedzanie terenu odbywa się we własnym zakresie. Jest to duży kompleks leśny. Nie wszędzie da się podjechać samochodem. Najlepszym rozwiązaniem jest rower. Ale z buta więcej można zobaczyć. Tabliczki z D.A.G Christianstadt w większości znajdują się w prywatnych zbiorach. Bydgoskie tabliczki znajdują się w zbiorach Muzeum Wojsk Lądowych oraz w Exploseum.

Tak jak wspominałem wyżej, listy są wypisane ręcznie i trudno odczytać nazwiska, trzeba do tego przysiąść i rozszyfrować. Czy pradziadek urodził się 03.02.1920 roku ??

Tak wyglądają tabliczki, te akurat nie są z zakładów D.A.G

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: czwartek, 16 cze 2011, 17:17 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 3 lut 2011, 22:03
Posty: 38
Lokalizacja: Bydgoszcz
Cytuj:
Czy pradziadek urodził się 03.02.1920 roku ??


Problem w tym, że nie mamy pojęcia kiedy przyszedł na świat ani nawet gdzie... :| Wiemy o nim skrajnie niewiele - właściwie tyle tylko, że był ojcem dziadka i pracował w Christianstadt. Rok może się zgadzać... a dlaczego pytasz? Jest na liście jakiś Alojzy W...ski? :) Ja bym się w sumie podjęła prób odczytu nazwisk.. czy mógłbyś jakoś wstawić tu tą listę? Chociażby tą z filmiku.. Byłoby super. :)

Cytuj:
zwiedzanie terenu odbywa się we własnym zakresie.


Może to nawet lepiej? Jest więcej swobody, czasu, wszędzie można wleźć... i z dodatkowymi emocjami jakich nie zapewni żadna trasa turystyczna czy Muzeum: np. z dreszczykiem, poczuciem, że tam wciąż może być "niebezpiecznie" ;)

Cytuj:
Bydgoskie tabliczki znajdują się w zbiorach Muzeum Wojsk Lądowych oraz w Exploseum.


Te również muszę pooglądać. Skoro już wiem, że pradziadek harował w Christianstadt i wiem w jaki sposób tam trafiali pracownicy (wymiana) to tym bardziej. Najprawdopodobniej pracował również i w naszym D.A.G...

_________________
„Nie ma berlinek nad Brdą, nie ma cum i nic nie kusi (...) Nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne.” (Most Królowej Jadwigi)"


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: czwartek, 16 cze 2011, 21:30 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 9 paź 2008, 23:00
Posty: 5179
Lokalizacja: Bydgoszcz
Pytałem o datę gdyż w zbiorach MWL znajduje się tabliczka, z tym że imię zniemczone Alois W......ski. Na PW wysłałem nazwisko, jeżeli się zgadza to było by następna osoba której odnalazłem metalową kartotekę. Niestety na tabliczce jest tylko imię i nazwisko oraz data urodzenia, nic więcej. Być może tabliczka z pełnymi danymi pojechała razem z pradziadkiem do Krzystkowic.
Co do list to chętnie bym je tu zamieścił ale nie mam skanera. Zrobienie zdjęcia nic nie da tym bardziej że po kompresji jeszcze straci na jakości.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: czwartek, 16 cze 2011, 22:00 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 3 lut 2011, 22:03
Posty: 38
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem w tej chwili tak podekscytowana, że szok.. ZGADZA SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!

Pisząc teraz ręce mi się trzęsą, chociażby dlatego, że ani ja, ani mama ani nawet dziadek - przez całe życie nie wiedzieliśmy o nim NIC.. nic po za tym, że "gdzieś pracował dla Niemców"... dawniej dziadek miał pocztówkę od swojego taty z tego miejsca - ale nazwy nie pamiętał.. w tej chwili wiemy tyle i AŻ tyle... jestem w niemałym szoku.. jestem w szoku też i dlatego, że jest tam akurat TA tabliczka.. małe jest prawdopodobieństwo, że chodzi o innego A.W... imię też się zgadza, z pewnością sam posługiwał się zniemczoną formą.. zgadza się i rok (policzyłam i był zbliżony rocznikowo do prababci, był tylko kilka lat starszy)... - niezwykłe to uczucie dowiedzieć się czegoś o swoim pradziadku przez przypadek po wielu, wielu latach domysłów, rodzinnych opowieści, plotek...to tylko i AŻ tabliczka.. dla mnie wyjątkowo cenna informacja, dziękuję!!!! :) :P

_________________
„Nie ma berlinek nad Brdą, nie ma cum i nic nie kusi (...) Nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne.” (Most Królowej Jadwigi)"


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 17 cze 2011, 08:35 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 9 paź 2008, 23:00
Posty: 5179
Lokalizacja: Bydgoszcz
Cieszę się że mogłem pomóc, temat bydgoskich zakładów drążę od dawien dawna. Ciągle odkrywam coś nowego i zaskakującego. Trzeba pójść tropem pradziadka w Krzystkowicach.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 17 cze 2011, 10:57 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: poniedziałek, 1 cze 2009, 21:08
Posty: 1434
Czytałem Wasze informacje.
Jestem również podekscytowany. Po tylu latach... :)
Gratuluję Bunkier. Dopisałeś piękną kartę do rodzinnej historii.
Pozdrawiam


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: piątek, 17 cze 2011, 21:51 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 3 lut 2011, 22:03
Posty: 38
Lokalizacja: Bydgoszcz
Cytuj:
Dopisałeś piękną kartę do rodzinnej historii.


Dokładnie... bez tej informacji - mielibyśmy wciąż albo zupełnie "pustką kartę historii" albo pełną rozmaitych domysłów.. sama skrzyneczka dała jedynie kierunek gdzie szukać, Bunkier informacją o tabliczce dosłownie wypełnił nam naszą pustą jak dotychczas kartę historii pewniakiem - że pradziadek na pewno, naprawdę tam był. Wyobraźcie sobie minę mojego dziadka na te wieści, minę mamy, moją minę... całe życie człowiek myślał, że miał przodka gdzieś tam, w miejscu jak dotąd nieznanym, pracującym na luzie jak inni - zaginionego z przyczyn które sobie dopisywaliśmy (a były to rozmaitości, od zdrady z inną "jakąś" inną panią po wyjazd na granicę w pełnym luksusie i szczęśliwości) a tu się okazuje, że był on przymusowym pracownikiem w Christianstadt i najprawdopodobniej tam zmarł (w każdym razie już nigdy nie wrócił do rodziny)...

Taka refleksja mnie zaraz nachodzi...ilu to młodych mężczyzn zostawiających w naszej Bydgoszczy, dzieci i "żony" , jadących na przymusowe roboty - już tam pozostało do końca swoich dni i przez niejasności są takie osoby dziesiątkami, setkami takich "pustych kartek historii" ... ilu to musiało zaginąć bez wieści, bo czort jeden wie - czy stamtąd nie wywożono co niektórych "wiadomo gdzie". Ile to rodzin nie wie, co się stało z dziadkami, pradziadkami pracującymi wcześniej w D.A.G w Bydgoszczy.. i ilu musi być ludzi, którzy całe życie się nad tym zastanawiają.. ja miałam szczęście, trafiłam na doskonałe w tej tematyce Forum i na Bunkra, Bunkier, mojej wdzięczności za to info nie da się objąć rozumem... jeszcze raz DZIĘKI CI WIELKIE!!!

_________________
„Nie ma berlinek nad Brdą, nie ma cum i nic nie kusi (...) Nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne.” (Most Królowej Jadwigi)"


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 20 cze 2011, 15:55 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 9 paź 2008, 23:00
Posty: 5179
Lokalizacja: Bydgoszcz
Pozwoliłem sobie dopisać taką historię.
Pradziadek zaczynał swoją „karierę” w D.A.G Fabrik Bromberg, nie wiadomo tylko czy od początku wojny czy też później. Tabliczka, o której pisałem wyżej znajduje się teraz jako depozyt w Exploseum. Czyli została znaleziona z prawie 1600 sztuk innymi tabliczkami w Bydgoszczy. W 1939 roku pradziadek miał 19 lat i przypuśćmy, że trafił do D.A.G przez Urząd Pracy(nakaz pracy). Oczywiście mogły to być lata następne, tego nie wiemy. Jako młody i silny mężczyzna pracował przy budowie zakładu, w wolnych chwilach zajmował się rękodziełem, czyli szlifował swoje zdolności manualne w sztuce. Mógł być zakwaterowany w jednym z osiedli pracowniczych(obozy pracy) lub dojeżdżał z miasta. Nie wiadomo też czy nie został przekwalifikowany na pracownika produkcyjnego.
Zakład w Krzystkowicach był w rozbudowie i tak jak pisałem były z Bydgoszczy transporty fachowców do pomocy przy budowie. Przypuśćmy, że pradziadek był zatrudniony w firmie budowlanej i z tą firmą trafił do Krzystkowic. Pytanie, w którym to mogło być roku. Odpowiedzią mógłby być rok urodzin dziadka. Na pudełku jest data 1.1.1944 r co świadczy o tym, że pradziadek jeszcze był w Krzystkowicach. Do wyzwolenia pozostał rok, czy w tym czasie była jakaś korespondencja od pradziadka ? Od 1 lutego 1945 roku trwała ewakuacja pracowników przymusowych z zakładu w głąb Rzeszy. Wyzwolenie nastąpiło 20 lutego 1945 roku. Jest wiele pytań, co stało się z pradziadkiem, jeżeli uległby wypadkowi przy pracy, rodzina została by o tym powiadomiona, jeżeli trafiłby do obozu koncentracyjnego(filia Gross-Rosen) również by o tym poinformowano. Być może zginął podczas ewakuacji. Czy na któreś z tych pytań znajdziemy odpowiedź ?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 20 cze 2011, 19:17 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 3 lut 2011, 22:03
Posty: 38
Lokalizacja: Bydgoszcz
Bunkier, zaskakujące jest to, że my w tej chwili też próbujemy odtworzyć sobie jak to było - i taki scenariusz też bierzemy pod uwagę.. początek mamy identyczny... Mamy podobny, prawdopodobny tok wydarzeń... podobny – bo mój dalej się troszeczkę różni... On tam trafił - najprawdopodobniej z własnej woli, zachęcony zarobkami.. Babka zawsze – jeśli tylko opowiadała o pradziadku i jego charakterze pracy – to mówiła o tym w zwyczajny sposób, tak jakby opowiadała o każdej innej pracy.. nie padały słowa "obóz" ani nie padały nawet półsłówka o jakimkolwiek przymusie. (Dlatego fakt, że on na serio pracował w Christianstadt tak mnie poruszył.) Pradziadek był najprawdopodobniej "zniemczony" – mam takie przypuszczenia, bo babka była Folksdojczem. O Niemcach nie mówiła ni źle, ni dobrze.. traktowała ich jako pracodawców jej narzeczonego (bo do ślubu nigdy nie doszło). Czyli krzywdy dziadkowi nie robili – według zeznań babki. Wyczytałam nawet, że przychylnych Niemcom pracowników i Folksdojczów traktowano tam "lżej", dając do zamieszkania baraki o nieco wyższym standardzie, lepiej karmiąc i nie zmuszając ich do morderczej roboty jak Rosjan czy obcokrajowców. Być może i w tym przypadku tak było. I być może było tak.. ale DO CZASU...
Do czasu, bo nagle kontakt się urwał. Dziadek przestał przysyłać prezenty które sam pieczołowicie wykonywał, nie było też korespondencji bo ta, zakończyła się w święta na pocztówce (podejrzewam, że chodzi o święta w 1944r.).

Mogłobyć i tak, jak pisałam wyżej - że ściagnięto go tam przymusowo - jak każdego innego pracownika, nie trzymał wcale "sztamy" ze szwabami i miał ciężko jak każdy - a babka mówiła tak jedynie, chcąc ukryć przed światem fakt, że miała chłopaka "robola"... babka zawsze czuła się jak istna szlachcianka, nie tam byle kto.. i niewiele z patriotyzmem wspólnego miała - sam fakt, że dała się zniemczyć i na Niemca, to źle nie mówiła (no przynajmniej nie tak źle jak na "ruskich" ;) ). Mogła więc po prostu ściemniać - i ukrywać prawdę, tego też niestety się już nie dowiem..

Cytuj:
Odpowiedzią mógłby być rok urodzin dziadka.


On nie zdążył swojego syna zobaczyć... - skrzyneczka została wykonana już po narodzinach dziadka (ur. '43r.), który miał wówczas roczek, czyli trafił tam na początku 1943 roku (jakoś zbieżnie z narodzinami syna, z tym samym momencie!) i zakładając, że doczekał tam wyzwolenia – spędził tam 2 lata... ale też właśnie: ślad się urywa i koniec bajki polega na tym: że nie wiemy, czy tam zmarł (moja babka nie była jego żoną, wszelkie informacje trafiały raczej do bliższej rodziny pradziadka a tu niestety też PUSTKA, bo tej rodziny nigdy nie szło odnaleźć w naszym mieście...), a może wyszedł cały i zdrowy, poznał kogoś innego, przecież i to jest możliwe... poznał kogoś innego, założył rodzinę i zapomniał o przygodzie z czasów wojny... może było i tak, że sam ochoczo wyjechał z kraju albo i go wysiedlono – przy czym znowu nie byłoby szans na to aby o tym powiadomić babkę. Dlatego też obawiam się, że już się tego nie dowiem nigdy.. no chyba, że udałoby mi się odnaleźć rodzinę pradziadka.. (a nawet nie wiem gdzie szukać... :roll: )

Takie sprawy są trudne z uwagi na to, że nie było tu związku małżeńskiego a jedynie romans, jedynie miłość w okresie wojny.. łatwo to można sobie wyobrazić. Młoda dziewczyna z tak zwanego "dobrego domu", po części "niemra", poznaje biednego pracownika budowlanego bądź też produkcji – zachodzi w ciążę.. tłem jest wojna, która tych ludzi rozdziela. Dziecko się rodzi, wielka miłość jeszcze, jeszcze trochę trwa.. opiera się już tylko na korespondencji i trach! Dorosły już mężczyzna wychodzi "na ludzi" opuszczając miejsce ciężkiej pracy – zakłada rodzinę i zapomina o przygodach z przed wojny. Znika... Podejrzewam, że takich historii jest multum – i wielu ludzi – rodząc się przed, w tracie lub po wojnie - w takich okolicznościach właśnie przyszło na świat, tracąc tym samym szanse na uzyskanie odpowiedzi na pytanie: "po kim ja mam nazwisko?"... smutne to trochę, ale prawdziwe... I - po przeanalizowaniu wszystkich faktów - na serio mam wrażenie, takie jakieś babskie przeczucie, że tak właśnie było... ta opcja "widzi mi się" bardzo realnie. .

Wszystko byłoby proste, gdybym ja tylko wiedziała gdzie szukać jego rodziny... my tylko przypuszczamy, że on przyszedł na świat w Bydgoszczy.. a jeśli nie? Jak można się domyślać, dwoje młodych ludzi ukradkiem się spotykając nie opowiadało sobie o swoich rodzinach.. więc nawet imion rodziców pradziadka nie znamy. Znamy nazwisko - które jak na nieszczęście jest dość powszechne...

Smutne, bo to taka historia jedna z miliardów o tym, że był kiedyś człowiek - i go nie ma.. dosłownie: NIE MA. Jego syn jest "pamiątka po wojnie" - jakich są tysiące... i dosłownie: mój dziadek jedyne co ma po tacie - to nazwisko. No i... tabliczkę w Muzeum. .

_________________
„Nie ma berlinek nad Brdą, nie ma cum i nic nie kusi (...) Nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne.” (Most Królowej Jadwigi)"


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: poniedziałek, 20 cze 2011, 20:11 
Offline
Gość

Rejestracja: środa, 11 maja 2011, 13:40
Posty: 45
Lokalizacja: Bydgoszcz
Znając imię, nazwisko, datę urodzenia i zakładając że urodził się w Bydgoszczy możesz spróbować zapytać o możliwość wykonania kwerendy w Archiwum Archidiecezji w Gnieźnie (jeśli tylko masz uzasadnione podejrzenia że był wyznania rzymskokatolickiego, jeśli był wyznania ewangelickiego to ich archiwum jest w Berlinie).

Źródło: Archiwum Archidiecezji
"Archiwum nie udostępnia oryginalnych ksiąg metrykalnych, prowadzi natomiast kwerendy genealogiczne."
"Wszelkie sprawy, związane z badaniami w księgach metrykalnych, prosimy kierować na adres e-mail: metryki@archidiecezja.pl"

Możesz też za jakiś czas (niestety) spróbować w naszym Archiwum Państwowym.

Źródło: Archiwum Państwowe
"Materiały archiwalne udostępniane są bezpłatnie w pracowni naukowej archiwum [...] Akta stanu cywilnego są udostępniane po upływie 100 lat od daty ich wytworzenia (wtedy przekazują je archiwa Urzędów Stanu Cywilnego). [...] Archiwum na zlecenie zainteresowanych przeprowadza również odpłatne kwerendy genealogiczne."


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: wtorek, 21 cze 2011, 12:30 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 3 lut 2011, 22:03
Posty: 38
Lokalizacja: Bydgoszcz
Sławku dziękuję za wskazówki... ja nigdy czegoś podobnego nie robiłam, tj. nigdy nikogo nie szukałam, o pradziadku to się u nas jedynie mówiło - jak o legendzie... już jestem po konsultacji z mamą, która chętnie podejmie się takich poszukiwań..

Wczoraj rozmawiałyśmy z mamą i mama wyciągała z pokładów pamięci wszystkie możliwe historie opowiadane przez śp. prababkę.. i jest jeszcze jeden TROP. Ten trop ma związek z teorią, że dziadek wyszedł z Christianstadt i założył rodzinę. Chodziła ponoć rodzinna plotka (plotka - bo teorii o dziadku jest mnóstwo), że pradziadek wrócił do Bydgoszczy (!), i zatrudnił się w Modusie a potem zmarł i pochowano go na cmentarzu na Błoniu. Pytanie, skąd ta plotka się wzięła? Nie mam pojęcia. Ktoś przed laty takie informacje przyniósł do naszego domu i było to traktowane jako informacja jakich wiele - nieprzydatna i zapewne nieprawdziwa.. (bo przecież nie olałby swojego syna) a może jednak coś w tym jest? Ja w tym momencie "badam" każdy trop, ten był zawsze spychany gdzieś na bok... ale może i to warto sprawdzić? I tu chyba faktycznie przyda się Archiwum Archidiecezji...

Cytuj:
eśli był wyznania ewangelickiego to ich archiwum jest w Berlinie).


Tak jeszcze przy okazji tematu.. czy istnieje jeszcze jakakolwiek możliwość odnalezienia informacji o CAŁEJ rodzinie wywiezionej wgłąb Rzeszy po wojnie? Pytam, bo przed wojną, rodzina mojej prababci (ale nie tej z historii powyżej, tylko "od strony babci" ;) ), mieszkająca we wsi Gliszcz została w całości przewieziona do Niemiec i tu też "kuniec bajki", bo jedyną osobą która w Polsce została, była nieżyjąca już prababka... czy w celu poszukiwań musiałabym uderzać aż do Berlina?

U mnie z tym poszukiwaniem to większa sprawa.. od strony taty znam całą, wielgachną familię.. od strony mamy - tak się poskładało, że nasza wiedza genealogiczna kończy się na pradziadkach i jak widać - też jest z każdej strony niepełna.. :roll: Może dlatego, że w rodzinie mamy nigdy nie dbało się o przekazywanie jakiejś historii o rodzinie, nie przywiązywało się wagi najmniejszej do "przodków".. jedynie się czasem opowiadało szczątkowe historie i Bóg jeden wie, czy prawdziwe, w ramach ciekawostek. Ja teraz zabrałam się za obalanie tych mitów, jeden z pomocą Bunkra już obaliłam: dziadek nie był artystą plastykiem u Niemców, tylko pracownikiem przymusowym. Teraz kopię dalej.. :)

_________________
„Nie ma berlinek nad Brdą, nie ma cum i nic nie kusi (...) Nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne.” (Most Królowej Jadwigi)"


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 22 cze 2011, 14:13 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 9 paź 2008, 23:00
Posty: 5179
Lokalizacja: Bydgoszcz
Ja podtrzymuję wersję ze pradziadek został zatrudniony w bydgoskim D.A.G (tabliczka) a później trafił do Krzystkowic. W dalszych poszukiwaniach niestety nie pomogę. Jeżeli trafię na ślad pradziadka w Krzystkowicach to dam znać.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 22 cze 2011, 17:53 
Offline
Gość

Rejestracja: środa, 11 maja 2011, 13:40
Posty: 45
Lokalizacja: Bydgoszcz
Cytuj:
czy istnieje jeszcze jakakolwiek możliwość odnalezienia informacji o CAŁEJ rodzinie wywiezionej wgłąb Rzeszy po wojnie?


Generalnie osoby wysiedlane po II Wojnie Światowej (o ile nie uciekły na własną rękę przed nadejściem frontu) musiały najpierw stanąć przed tzw. "Komisją Wysiedleńczą" (zwaną też czasem "Komisją Weryfikacyjną") która opracowywała plany wysiedlenia i listy osób zakwalifikowanych do wyjazdu (gdyż nie każdego państwo chciało "wypuścić z kraju" ze względu na brak fachowców z różnych dziedzin życia, więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronie: www.zdsk.republika.pl). Następnie Niemców i volksdeutschów przewożono do Centralnego Obozu Pracy w Potulicach (podobnych było w całej Polsce ponad 206, ale ten obóz był największym obozem odizolowania dla Niemców na Pomorzu Gdańskim). Myślę że ze względu na bliskość wsi Gliszcz skierowano tam też twoich krewnych (obóz "obejmował swym zasięgiem w tym okresie powiaty: bydgoski, inowrocławski, szubiński, wyrzyski, sępoleński, tucholski i świecki", źródło: www.szlakipamieci.kujawsko-pomorskie.pl). Stąd dopiero osadzeni w Potulicach trafiali (czytaj: maszerowali) do Nakła skąd odchodziły transporty wysiedlanych do stref okupacyjnych Niemiec. Dokumenty "Komisji Wysiedleńczych" trafiły ostatecznie do Archiwum Państwowego, niewykluczone też że zachowały się w Archiwum Państwowym rejestry obozowe "COP Potulice" (więcej o tym obozie przeczytasz na stronie: www.histmag.org). Najlepiej byłoby gdybyś temat tych dokumentów poruszyła w rozmowie z kimś z Archiwum Państwowego (nie koniecznie w Bydgoszczy, spore zbiory z tego zakresu ma Archiwum Państwowe w Szczecinie Oddział w Płotach - w tym m.in. spory rejestr volksdeutschów), w pracowni naukowej na pewno znajdzie się ktoś bardziej zorientowany w temacie kto będzie mógł wskazać miejsca przechowywania tego typu dokumentów (samodzielnego poszukiwania w SEZAMie nie polecam bo to syzyfowa praca, głównie dlatego że przechowywane dokument są delikatnie rzecz ujmując różnie opisane).


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 22 cze 2011, 18:25 
Offline
Gość
Awatar użytkownika

Rejestracja: czwartek, 9 paź 2008, 23:00
Posty: 5179
Lokalizacja: Bydgoszcz
Bydgoskich Niemców kierowano do obozu przesiedleńczego na Kaltwasser(Zimne Wody), Baraki tego obozu stoją do dnia dzisiejszego. Komendantem był Alojzy Bruski(Grab), który za przeciwstawienie się rozkazom NKWD został skazany na karę więzienia którą Bierut zmienił na karę śmierci.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 22 cze 2011, 18:32 
Offline
Gość

Rejestracja: środa, 11 maja 2011, 13:40
Posty: 45
Lokalizacja: Bydgoszcz
Tak bunkier tylko że jej chodziło o wieś Gliszcz która jest 14km na północny wschód od Potulic i 16km na północny zachód od Bydgoszczy. Masz jakiś pomysł gdzie sprawdzić dokąd trafili?


Ostatnio zmieniony środa, 22 cze 2011, 18:34 przez slawek, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: środa, 22 cze 2011, 18:33 
Offline
Gość

Rejestracja: czwartek, 3 lut 2011, 22:03
Posty: 38
Lokalizacja: Bydgoszcz
Panowie, bez Waszej pomocy to ja bym nie wiedziała nawet jak zacząć myśleć o poszukiwaniach... :) Bunkier, Ty masz u całej mojej rodziny "piwo" (no, żeby to jedno!)... informacją dałeś nam punkt zaczepienia i wiele się wyjaśniło, toć myśmy nawet nie wiedzieli gdzie był, czym był Christianstadt, co robił tam pradziadek, jak trafił i czy na pewno.. ta nazwa nawet - była nam obca.. To jest coś. To jest wielkie COŚ. Aktualnie staramy się wyciągnąć informacje od jednej znajomej, która ma dostęp do bazy danych z naszego województwa i myślę, że jeśli pradziadek żył po Christianstatd i żył w naszym mieście, to dzięki dacie urodzenia odnajdę jego adres meldunku, imiona rodziców i miejsce urodzenia (i datę śmierci, bo nie łudzę się, że żyje). A i właśnie i tutaj znowu Bunkier niesamowicie pomógł, bo jakby nie patrzeć, myśmy znali jedynie rok urodzenia pradziadka, dokładnej daty nie znaliśmy. :) Jeśli zaś nie odnajdzie się w naszej bazie obejmującej województwo, mam w planach skierować się z prośbą o pomoc do Archidiecezji...

Cytuj:
spory rejestr volksdeutschów)


O, to by mnie w szczególności interesowało.. ze względu na rodzinę z Gliszcza ale i na omawianego pradziadka.. czyli Archiwum Państwowe tak czy siak mnie nie ominie. ;)

_________________
„Nie ma berlinek nad Brdą, nie ma cum i nic nie kusi (...) Nic się nie zmieniło, a wszystko jest inne.” (Most Królowej Jadwigi)"


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 32 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
       
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group